Oddam Bytom mieszkańcom

Rozmowa z Mariuszem Wołoszem, kandydatem na prezydenta Bytomia

Co pana wyróżnia spośród kandydatów na prezydenta Bytomia? 

Mógłbym długo mówić o swoim doświadczeniu, wiedzy, przemyślanym programie, ale powiem tak: jestem jednym z Was. Urodziłem się w Bytomiu, mam żonę, dwójkę dzieci i codziennie myślę, co zrobić, żeby właśnie tutaj miały perspektywy dobrej szkoły i pracy. Jako jedyny walczę w sądzie z firmą, która zwozi do Bytomia niebezpieczne odpady. Do tego, jestem najmłodszy w stawce, mam spore doświadczenie menadżerskie. Słowem: wszystko to, co pozwoli rzucić wyzwanie problemom tego miasta.

Jakie to problemy?

Wysypiska wdzierają się tam, gdzie jeszcze niedawno bawiły się dzieci. Nieumiejętne wykorzystanie funduszy zewnętrznych. Brak udziału mieszkańców w procesie zarządzania miastem. Zaprzepaszczenie rewitalizacji. Zapaść finansowa.Lista jest bardzo długa, wymieniłem tylko kilka najważniejszych problemów.

Hasło, z którym idzie pan do wyborów brzmi: „Bytom to nie hasiok”. Czyli przede wszystkim walka ze śmieciami?

To mój priorytet, bo wysypiska pojawiły się niemal we wszystkich rejonach miasta i mają negatywny wpływ na zdrowie mieszkańców całego Bytomia. Wyrzucę mafię śmieciową z miasta, doprowadzę do ukarania winnych i posprzątam skażone tereny. Zakres działań, do których wykonania się zobowiązałem szczegółowo reguluje porozumienie, które podpisałem ze społecznikami – twórcami akcji Bytom to nie hasiok. W zamian za to zyskałem ich oficjalne poparcie i… hasło. Bytom to nie hasiok, to ogromna siła – wystarczy wspomnieć, że na grudniowe referendum akcja ściągnęła blisko 20 tys. ludzi! Wyborcy nasłuchali się już obietnic, inne komitety i kandydaci dostarczyli już ich wystarczająco dużo. Ja gwarantuję codzienną ciężką pracę na rzecz bytomian i Bytomia, dbałość o pieniądze podatników, uczciwość i konsekwencję w działaniu. 

Jeśli coś to miasto uratuje, to troska o naszą codzienność, o detale. 

Dokładnie tak. Jeśli każdy zadba o swój kawałek Bytomia, to całe miasto będzie zadbane. W pojedynkę nie uratuję wszystkiego. Mój program zakłada ścisłą współpracę z mieszkańcami na wielu polach. Wiem jak to zrobić i wiem, że są tu ludzie, którzy ciągle mają nadzieję. Hasło „Bytom to nie hasiok” jest bardzo pojemne. Pierwotnie oznaczało wyłącznie walkę ze śmieciami, teraz to także wyraz sprzeciwu przeciwko traktowaniu miasta tak, jak to miało miejsce w ostatnich latach, kiedy spisano je na straty i wykorzystywano dla własnych, doraźnych korzyści. Mamy długą i piękną historię, musimy zakasać rękawy i wziąć się do roboty, żeby słowo „Bytom” znów brzmiało dumnie.

Partycypacja, współpraca – czy to realne w Bytomiu?

W pojedynkę nie uratuję Bytomia. Mój program zakłada ścisłą współpracę z mieszkańcami na wielu polach. Wiem jak to zrobić i wiem, że są tu ludzie, którzy ciągle mają nadzieję. Są setki świetnych inicjatyw na rzecz miasta i jego mieszkańców. Zamierzam zainicjować tworzenie Rad Dzielnic, przywrócić budżet obywatelski, upodmiotowić organizacje pozarządowe, spotykać się systematycznie z mieszkańcami w dzielnicach. W ramach kampanii prowadzę akcję #SpotkajmySię, która polega na tym, że jeśli tylko zbierze się grupa ośmiu osób, umawiamy się indywidualnie i spokojnie rozmawiamy w kameralnych warunkach. Jeśli zostanę prezydentem Bytomia nic się nie zmieni – każdy będzie mógł się ze mną spotkać i przez całą kadencję mieć wpływ na to, co dzieje się w mieście.

Niektórzy mówią o ciągle tych samych twarzach, o zmianach barw politycznych.

W całym moim życiu byłem członkiem jednej partii, obecnie jestem bezpartyjny i nadal uważam, że partie polityczne, to delikatnie mówiąc: nie zawsze najlepsze rozwiązanie dla samorządów. Wywodzę się z lewicy i nigdy nie zatracę lewicowej wrażliwości na problemy ludzi, co – mam nadzieję – udowodniłem w kampanii tam, gdzie nie zajrzał żaden z moich rywali. Jednakże, byłem i jestem realistą, najważniejszy jest dla mnie Bytom, stąd decyzja o przyjęciu poparcia Koalicji Obywatelskiej. Osiągnąłem już w życiu stabilizację rodzinną, zawodową i finansową, urząd prezydenta traktuję jako służbę na rzecz mieszkańców, a sytuacja, w jakiej znalazł się Bytom po rządach obecnego włodarza i jego, do niedawna, zastępcy, wymaga od kandydatów dużego doświadczenia. Czas eksperymentów i „radosnej twórczości” już się skończył.

Program to dość długi dokument, na co chce Pan zwrócić uwagę mieszkańców?

Po pierwsze, jest kompleksowy, stawia bytomian na pierwszym miejscu. Po drugie, nie jest listą obietnic bez pokrycia, składa się z konkretnych zobowiązań. Po trzecie, mam determinację i wiem jak go wprowadzić w życie. 

A czy ma pan za co? Bytom to biedne miasto i tego nie zmieni pan dzień po wyborach.

Wszystko, do czego się zobowiązuję można wykonać, dysponując aktualnym budżetem miasta i pozyskując środki tam, gdzie dotychczas tego nie czyniono, a gdzie niemal dosłownie – pieniądze leżą na ulicy i trzeba się tylko po nie schylić. Poza tym, zmiana, którą proponuję, to rezygnacja ze zbytków i skierowanie funduszy tam, gdzie odczują to mieszkańcy. Jako komitet pokazaliśmy mieszkańcom jak to działa na własnym przykładzie. Kiedy inni organizowali konwencje wyborcze, żeby poklepywać się po plecach wśród braw i okrzyków, my zrezygnowaliśmy z organizacji własnej i przekazaliśmy 10 tys. zł na rehabilitację rodzeństwa z Bytomia, które choruje na zespół Joubert. Zmiana, którą proponuję, to rezygnacja ze zbytków i skierowanie funduszy tam, gdzie odczują to mieszkańcy. Sytuacja, w jakiej znalazł się Bytom po rządach obecnego włodarza i jego, do niedawna, zastępcy, wymaga od kandydatów dużego doświadczenia. Czas eksperymentów i „radosnej twórczości” już się skończył.

Piękny gest. Sporo powiedział pan o sobie jako o kandydacie na prezydenta Bytomia, a jaki jest Mariusz Wołosz prywatnie?

Najważniejsza jest rodzina, żona, dzieci, z nimi dzielę się każdą wolną chwilą. Ponadto tak jak wielu bytomian lubię dobrą muzykę, ciekawą lekturę i aktywny wypoczynek na wolnym powietrzu.

Ulubiony wykonawca, autor książek, sport?

Najchętniej sięgam po powieści Roberta Harrisa. Dużo jeżdżę samochodem i w trakcie podróży często towarzyszy mi muzyka Carlosa Santany. Co do aktywności, to najbardziej lubię wszelkie dyscypliny, które uprawiamy rodzinnie, jak narty czy rower. Regularnie trenujemy też z synem boks, obaj uwielbiamy ten sport. 

Biuletyn #BYTOMtoNIEhasiok

Widzieliście już nasz biuletyn #BYTOMtoNIEhasiok? W środku znajdziecie takie materiały, jak m.in.:

  • Kalendarium kampanii – w drodze do wyborów 2018,
  • Program wyborczy – tylko realne zobowiązania dla Bytomia,
  • Kandydaci do Rady Miejskiej z listy nr 4 – poznaj drużynę, która uratuje miasto,
  • Wywiad – rozmowa z Mariuszem Wołoszem,
  • Jak głosować – krótki przewodnik na 21 października.

Zapraszam do lektury.

 

czytaj więcej

Sesja Inauguracyjna

Dzisiaj podczas sesji inauguracyjnej, w Sali Sesyjnej Urzędu Miejskiego, złożyłem przysięgę: „Obejmując urząd prezydenta miasta, uroczyście ślubuję, że dochowam wierności prawu, a powierzony mi urząd sprawować będę tylko dla dobra publicznego i pomyślności mieszkańców miasta”.

Relację wideo z tego wydarzenia znajdziecie TUTAJ.

czytaj więcej

Odwiedziny w przedszkolu "Niezapominajka"

Kilka zdjęć z dzisiejszego poranka. W rolach głównych przedszkolaki z „Niezapominajki”.

A przy okazji propozycja: już jako prezydent Bytomia chciałbym odwiedzać szkoły podstawowe i średnie w naszym mieście. Jeśli chcielibyście mnie zaprosić napiszcie na skrzynkę pocztową spotkajmysie@mariuszwolosz.pl, dlaczego akurat to u Was powinienem się pojawić w pierwszej kolejności. Obiecuję, że podczas spotkań odpowiem na każde pytanie.

czytaj więcej